środa, 8 grudnia 2010

Jak leci?

Wczoraj mialem mala stluczke z autobusem, ale w sumie nic sie nie stalo. Zeby przetrwac na ulicach Londynu, trzeba byc zwyczajnie twardym wojownikiem.

Wtorek z reguly jest "cichym" dniem na rikszy, ja siedzialem sobie na Picadilly (to to slynne miejsce z olbrzymimi neonami) i sluchalem BBC do 4 rano.

Potem spanie w bazie - tym razem ze srednim powodzeniem, gdyz do 7 rano z pracy wracali rikszarze, a od 11 dzialal juz serwis. Niemniej jednak tak sie ukrylem, ze nikt mnie nie znalazl i moglem sobie drzemac do 12 ;)

Jezeli chodzi o spanie na zewnatrz, to gdy konczy sie tak pozno to raczej nie jest dobra opcja, bo o 7 rano tabun ludzi juz rusza do pracy - a nie chcialbym zeby budzila mnie Policja... Choc musze przyznac, ze tutejsi stroze prawa wydaja sie duzo sensowniejsi i sympatyczniejsci od naszych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz