niedziela, 12 grudnia 2010

PODSUMOWANIE

Plecak spakowany, rower gotowy do jazdy. Za chwilę wsiądę na składaczka i ruszę w kierunku lotniska Stansted.

Chyba mogę już odpowiedzieć na pytanie postawione w pierwszym poście o survival miejski: survival owszem, jest możliwy - wielkie miasto stwarza liczne możliwości zdobycia niezbędnych zasobów ALE prawdę rzekłszy taka sobie to zabawa. W sumie to można by powiedzieć, że zabawa w beja.

ALE choć nie było to przyjemne doznanie i nikomu nie polecam - choćby dlatego, że ciężko się wyspać śpiąc na ulicy, żyje się w ciągłym poczuciu zagrożenia, to jednak w jakiś sposób ten esperyment wzbogacił moje doświaczenie - teraz już lepiej rozumiem ludzi ulicy. Wiem już z autopsji, że ich problem jest czysto psychiczny, choć istnieje też pewien krąg czynników fizycznych, takich jak chłód i głód, które utrudniają się wyrwanie z życia na ulicy. Jednak odpowiednia motywacja, chęć życia, cel - to klucze do zmiany na lepsze.

W tym konteście zastanawiam się, jaki sens mają wszelkie akcje "pomagania" bezdomnym polegające na tym, że daje im się coś do jedzenia, miejsce do spania. Dużo bardziej pomocna jest zwykła życzliwość, traktowanie ich jak ludzi, a przede wszystkim pomoc psychiczna w najważniejszych momentach.

Ciekaw jestem, na ile te wnioski można by rozszerzyć na pozostałe sfery życia, na ile są one uniwersalne.

W każdym razie mogę powiedzieć: byłem, widziałem, PRZEŻYŁEM. I choć nie polecam, to przynajmniej nie było nudno ;)

1 komentarz:

  1. Teraz lepiej rozumiem sens Twojej wyprawy... Ma podłoże socjologiczne. Bardzo jestem w takim razie ciekaw dokładniejszych szczegółów.

    OdpowiedzUsuń